Dlaczego nie kupuję ubrań markowych – Jaki jest Twój stosunek do „marki”?

Jako autor w wielu sprawach jestem wspak w stosunku do poglądów, zachowań i trendów głównego nurtu, zarówno w życiu jak i pisaniu. Nie lubię się cackać, jeśli widzę, że coś jest nie tak, jest idiotyczne, lub ma kruche podstawy. Co więcej reprezentuję także nurt, który można zwać minimalizmem, prostotą, skromnością (oj dobrze wiem, że nie widać tego po szablonie moich blogów – ale ktoś za hosting, domeny oraz internet musi płacić – potrzebuję reklam – nie jestem minimalistycznym radykałem!).

Przedstawiam Wam dziś mój zakup, na przykładzie butów, oraz moje poglądy na temat tzw. marki.

Zdjęcie-0221

Potrzebowałem butów do treningu, kolejnej pary, poszedłem po prostu do najbliższego sklepu i kupiłem buty, które są dla mnie bardzo wygodne – dokładnie takie same jak w poprzednim sezonie, buty dobrej jakości (co więcej stare buty dobrze się trzymają, po prostu są lekko uświnione od biegania po wertepach i nie ma sensu prać, bo jutro uświnię je na nowo, a te nówki chcę na siłownię – gdzie trzeba czystego obuwia).

Załapałem się na promocję 50% taniej poza sezonem i zapłaciłem za buty widoczne na zdjęciu 43 zł.

Powiedzielibyście tani bubel – skądże! Ten model jest rewelacyjny, dobrze oddycha w nim stopa i jest trwały – a jednak większość znajomych nie kupiłaby takich butów, nie ubrała, a czy ktoś w ogóle miał chęć czymś takim szczycić się na FB to już nie do pomyślenia. Obłęd!

Dlaczego? No bo to jest but niemarkowy!!! (Niemarkowy to znaczy robiony przez drugą zmianę Chińczyków w Shenzhen, bo pierwsza szyje najki i inne adidasy – jakby ktoś nie wiedział).

Moje ego jest jednak tak silne i wybujałe, że nie potrzebuje wzmacniać mojego wizerunku logiem znanej lanserskiej firmy, płacąc ca to kilkakrotnie więcej niż za moje wygodne buty! Co więcej – uważam, że jeśli zdecydowałbym się na markowe buty – to mi się powinno płacić za ich noszenie, a nie odwrotnie!

Pomyślicie, absurd…, zaraz… zaraz… dlaczego jeśli ja chciałbym umieścić gdzieś reklamę swojej firmy, to muszę po prostu wyciągnąć portfel i płacić (i robię to, wyciągam portfel i pieniądze lecą!), a firma odzieżowa pokazująca swoje logo /czyli reklamę/ na mojej wspanialej autorskiej stopie ma mieć to za friko?

…a więc – jeśli ktoś mnie z branży odzieżowej czyta (a wiedzcie też, że po godzinach jestem autorem bloga sportowego i to całkiem popularnego – http://dlafaceta.biz/) to płaćcie za reklamę i mogę wasze buty ubrać, jak mówiłem do minimalistycznego radykalizmu mi daleko 🙂

W przeciwnym razie marki nie kupuję i nie noszę. Nie ma zmiłuj!