Internet na kartę w T-mobile.

Długo zastanawiałem się nad tytułem tego wpisu, pierwotnie miał brzmieć on „T-ksańska masakra…” bowiem tym w moim przekonaniu jest internet mobilny w T-mobile. Po pierwsze mam idealny zasięg sieci T-mobile, mimo wszystko internet w czasie testowania lubił się dość często rwać nie wytrzymując dłuższych transmisji plików (np. torrent, lub upload zdjęć). Prędkość także nie powalała i mimo, że dochodziła momentami do parametrów Play on-line, momentami przekraczając je ogólne wrażenie było średnie, ot, powiedzmy w porywach 3+/6.

Zdjęcie-0770

Dość kretyński przyznam jest system rozliczania danych w T-mobile. Za 2 zł mamy 250MB na dobę, większe transmisje danych załatwiają dodatkowo wykupywane usługi i jest to dla mnie nie do przyjęcia, ponieważ ilości pobieranych danych w kolejnych dniach są u mnie różne. Powiem Wam, że ostatniego dnia testów ma mobilu chciałem sobie zrobić aktualizację systemu na ok 150MB i…. klapa… włączyłem ją, nie zastanawiając się zbytnio, kilka minut przed godziną 23.59. Oczywiście natychmiast przekroczyłem limit „kalendarzowy” i po chwili mogłem wrzucić starter do kosza. Zakupiona porcja danych także poszła się lulać. Grrrr….

Umówmy się, moi drodzy, w necie mobilnym nie ma sentymentów i preferencji takiej a takiej sieci. Bierzesz starter który jest najkorzystniejszy i sieć, która w Twojej lokalizacji posiada najlepsze parametry. W tym ostatnim względzie T-mobile zawiódł, mimo maksymalnej ilości kresek zasięgu, kretyński system rozliczania pakietu danych dobił mnie do reszty. Z prawdziwą przyjemnością wyrzuciłem wykorzystany starter do śmietnika…. Warto poszukać poważniejszego netu niż ta atrapa atrapy.

Ciąg dalszy:

Internet w T-mobile. Recenzja: suplement.

Wyślij ten wpis znajomym!