Japońska herbata zielona – recenzja

Wyślij ten wpis znajomym!

Jestem fanem wszelkiej maści herbat i zawsze to mówię Wam wszem i wobec. Znajomi także wiedzą, że lubię testować nowe gatunki herbaty.

Właśnie dostałem od pewnej Koleżanki saszetkę oryginalnej japońskiej zielonej herbaty, innej niż to, co zazwyczaj pijemy.

Herbatę zieloną lubię, ale przyznam, że pierwszy raz spotkałem się z taką jej postacią.

Zobaczcie i Wy…

OK. Super. Oczywiście wiem, że herbatę zieloną należy zaparzać w temp. 80 stopni i pilnuję, by nie zalać wrzątkiem i nie zepsuć cennego, oryginalnego napoju.

Proszek, zielony proszek ze zmielonej herbaty. Ponoć należy ją zmieszać, po zaparzeniu, z mlekiem sojowym…. ale Moi Drodzy, piłem nie raz mleko sojowe, ryżowe, kozie, krowie czy inne… i nie jestem w stanie zaakceptować żadnej formy herbaty z żadną formą mleka. Sorry… tak mam i koniec, zatem nie będzie tu nigdy recenzji angielskiej herbaty z mlekiem, itp.

Wynik. Jaki widać. Strasznie jestem wdzięczny Koleżance, za prezent, ale  nie… zdecydowanie wolę klasyczną herbatę zieloną zaparzaną tradycyjnie (analogicznie do Yerba Mate). Taka klasyczna forma zielonej herbaty mi pasuję i z całym szacunkiem na azjatyckiej kultury, pozostanę przy nim. Herbatę w tej formie wypiłem z przyjemnością, jednak jeszcze bardziej przyjemne byłoby przyrządzenie herbaty, w sposób tradycyjny dla Słowian. Klasyczne zaparzanie, bez różnych fantazji…

Pozdrawiam!


Wyślij ten wpis znajomym!