Kaltenbacher Weizen – recenzja

Wyślij ten wpis znajomym!

Kaltenbach, czyli Zimnica… to w języku zachodnich sąsiadów nazwa rzeczki przepływającej w moim  mieście Lubinie, który  przez zawiłości historyczne był przez jakiś czas w pruskim władaniu…

Czy jednak bliska memu sercu nazwa sprawi, że pszeniczny Kaltenbacher będzie mi smakował?

To się zaraz okaże…

Zdjęcie-1506Dawno nie pisałem recenzji piw i wszystkie fachowe utensylia oddałem Ojcu, na kolejne recenzje wezmę przynajmniej profesjonalny kufel.

Nie szczypmy się jednak i nie róbmy Wersalu. Najważniejsze, by pamiętać, że piwo – złoty napój przodków – pić ze szkła, albo choćby z ceramicznej czarki. Z gwinta to piją „koneserzy” spod monopolowego, wybaczone jest to także studentom na imprezie (studenci  – macie moją oficjalną blogerską dyspensę od tego grzechu).

kaltenPiwo jak widać ma poprawny bursztynowy kolor. Skład typu woda, słody, chmiel, drożdże, możliwy naturalny osad drożdżowy i zapewnienie, że piwo jest robione zgodnie z niemieckim prawem czystości (jedna z rzeczy, za które naszym sąsiadom Niemcom możemy w Polsce być wdzięczni).

Cena promocyjna to coś koło 2,65 zł, co za trunek importowany zza Odry jest wielce chwalebne. Butelka jednorazowa. (Czy wiecie, że butelki jednorazowe są robione zupełnie z innego szkła niż wielorazowe).

Smak poprawny, nie za słodki, czuć nutę jęczmienną (co wyjaśnia w sumie niską cenę), goryczka chmielowa nie dominuje, jak przystało na poprawnego pszeniczniaka. Piwo podpasuje komuś przyzwyczajonego do piwa jęczmiennego, pragnącego „powąchać” piwa pszenicznego. Smak nie jest tak „bułeczkowy” jak w przypadku pełnorasowego pszeniczniaka.

Werdykt: nie oczekuj mistrzostwa w branży piwowarskiej, mamy tu swoisty minimalizm w smaku i cenie… Spokojnie kup to poprawne w smaku piwo, zwłaszcza na studencką imprezę, czy poczęstowanie sceptycznej koleżanki. To piwo nie gryzie.

Rano nie będzie Cię łupać z tyłu czaszki, jak po szczochach HGB z popularnych ex-polskich marek.


Wyślij ten wpis znajomym!