Kawa na stacjach benzynowych. Ta cena to przegięcie.

Wyślij ten wpis znajomym!

kawa1Kiedyś kilkaset metrów od mojego domu na stacji Statoil był całkiem sympatyczny barek z kilkoma wysokimi krzesłami, tuż przy głównej, oszklonej ścianie stacji, z drugiej strony barku stała wysepka, duży automat do kawy z kawowym minibarem. Tworzyło to jakąś spójną całość. Fajnie się siedziało na tych wysokich krzesłach, można było obserwować teren stacji i pobliski węzeł drogowy, wypić kawę, poczytać gazetę. Minibar (wyspa) w jakiś sposób oddzielał to miejsce od reszty stacji. Co najlepsze automat przed zaparzeniem kawy mielił ziarna. Kawa była dobra. Często przy tankowaniu siadało się na kawę (kiedyś kawy piłem dużo), mimo że stosunkowo niedaleko był dom a kawa na stacji droga, co więcej nie raz przechodząc przysiadło się tam z jakimś znajomym na kawę i krótką rozmowę.

Jakiś ciężki idiota w marketingu przeliczył, że to się nie opłaca i zlikwidował ten punkt kawowy, następnie, bodajże po roku wstawili mały stolik do kawy i dwa krzesła między pułkami na stoisku monopolowym i wysepką z piwem. Dobre się skończyło. Atmosfera kafeterii ustąpiła atmosferze menelni. Porządny ekspres ustąpił miejsca jakiemuś małemu zaparzaczowi, nie zauważyłem, by ziarna tam mielono.

Na innych stacjach na trasie jest z reguły nie lepiej. Najczęściej jakiś mały automat serwujący rozpuszczalną lurę w cenach dochodzących nawet do 7-8 zł za mały plastikowy kubek. Nie ma gdzie swobodnie usiąść. Kawa na polskich stacjach benzynowych najczęściej jest po prostu niedobra. Niedobra i droga.

Podsumowując: lepiej kupić sobie na trasę duży termos i przyrządzić kawę w domu. Na lurę na polskich stacjach szkoda kasy, zdrowia i doznań estetycznych.

 


Wyślij ten wpis znajomym!