Nieświeże produkty w sklepach

Wyślij ten wpis znajomym!

Wkurza mnie to. W okolicznych sklepach – mam takie wrażenie – nikt nie sprawdza dat ważności produktów spożywczych. Czy to działanie wynikające z zaniedbania, czy też wyraz jakiegoś cwaniactwa, na zasadzie: Przyjdą już lekko podpici i głodni, wezmą te snacki i kiełbasy, zjedzą i się nie zorientują, że stare…

Czasem już nie chce mi się zwracać uwagi sprzedawców na przeterminowane końcówki partii produktów, ponieważ widziałem, że przy mnie kobieta zdjęła je, po południu natomiast znów były na ekspozycji.

Produkty, którym zbliża się koniec terminu, powinny być na kilka dni przedtem wystawione na wystawce z -50 proc. przeceną… i tyle. Nieprawdaż?

Nie mam także niestety zaufania do okolicznych lokali gastronomicznych, zwłaszcza na przełomie kwietnia i maja oraz innych okresów świątecznych. Na logikę masarnie w tym okresie nie działają, więc skąd niby w gastronomii ma być świeże mięso? Jest dziś 2gi maja (w chwili, kiedy pisze ten wpis). Nie ma siły, by ten kurczak, który kręci się na rożnie, albo te piersi kurze, które kręcą się na gyrosie były z „wczorajszego uboju”.

Dziś akurat jestem w biurze i zamiast wyjść gdzieś na obiad, stwierdziłem, że poprzestanę na golonce konserwowej i barszczu z koncentratu. Nie jest to szczyt wykwintności, raczej „surowy” turystyczny klimat, ale przynajmniej wiem, że nie mam do czynienia z produktami nieświeżymi. Dobrze zrobiona golonka konserwowa także potrafi być przepyszna, o czym się właśnie przekonałem. Oczywiście optymalne byłoby, gdyby to był wek samodzielnie przyrządzony w kuchni… ale spokojnie, do tego też dojdziemy. Uwielbiam gotować.

Co ty myślisz o poruszonym temacie? Napisz w komentarzach!

P.S. Wracając do kwestii świeżych potraw w restauracji planuję wypytać kolegę z bloga „Sny o sushi” na temat świeżości składników potraw w tej branży (na mój gust powinna ona odgrywać zasadniczą rolę). Ciekawe…


Wyślij ten wpis znajomym!