Odkurzanie, gadżety, turboszczotki…

Wyślij ten wpis znajomym!

Dziś prezentuję post gościnny Tofalarii, autorki bloga http://tofalaria.blogspot.com/ oraz rozpoczętego przez Koleżankę w ostatnim czasie odkrywczego bloga http://kiszonki.blogspot.com/. Post pierwotnie był publikowany na starym blogspotowym archiwum, według mnie jednak zasługuje na nowe życie i Waszą uwagę. Zapraszam!

turboszczotka_zelmer
Nie będę Was w tym wpisie namawiać do kupowania gadżetów. Raczej do ich – sprzedania! 😉

 

Mniej więcej miesiąc temu zepsuł nam się odkurzacz. Był to Zelmer Elf, jakiś wczesny model, kupiony bodajże w 2001 roku. Przeżył 10 lat, w tym 2 remonty, nie był traktowany ulgowo. W końcu pracował coraz gorzej i gorzej, aż przestał ciągnąć zupełnie. Trzeba było się za czymś rozejrzeć.

 

Po namyśle i zasięgnięciu opinii wśród znajomych zdecydowaliśmy się na kolejnego Zelmera – tym razem model „Odyssey”. Akurat w supermarkecie koło nas była promocja – można go było kupić za 295 zł. Wychodziło mniej więcej tyle, ile w sklepie internetowym z przesyłką.

 

Ciekawostka – ten odkurzacz w promocji wyposażony był w jakąś specjalną szczotkę zwaną „turboszczotką”. Pomyślałam – trudno, bierzemy, jak jest. Nie jestem fanką gratisowych gadżetów. Pomyślałam, że może komuś znajomemu się przyda. Jak wynikało z instrukcji, turboszczotka przeznaczona jest do dywanów i polecana zwłaszcza w domach, gdzie bywa dużo zwierzęcej sierści. U nas nie ma ani dywanów, ani sierści.

 

Po krótkim wywiadzie wśród rodziny i znajomych – okazało się, że nikt nie jest zainteresowany (oczywiście w takiej sytuacji oddaję za darmo). Ok, zatem może sprzedać na Allegro? Zajrzałam w poszukiwaniu turboszczotek i zamurowało mnie. Cena takiej szczotki to ponad 40 zł (na stronie producenta ponad 50 zł!). Natychmiast wystawiłam, dorzucając jeszcze jedną szczotkę – zwykłą szeroką do dywanów (również dla nas zbędną). Obie nówki, szczotki poszły jak świeże bułeczki. Bez problemu zostały kupione – za 45 zł.

 

Zatem odkurzacz wyniósł nas tylko 250 zł. Czy nie jest to korzystny zakup?

 

Dlaczego o tym piszę? Otóż byliśmy z wizytą u koleżanki, która niedawno kupowała meble do swojego nowego mieszkania. Nie podobały jej się standardowe uchwyty, które były w zestawie. Nie było możliwości kupienia bez uchwytów lub odliczenia ich od ceny mebli. W pełni ją rozumiem, faktycznie gust projektantów mebli bywa osobliwy. W związku z tym zakupiła gdzieś w markecie budowlanym inne uchwyty. Pytam ją, czy w takim razie te „firmowe” – nówki w opakowaniach – wystawi na Allegro? Zawsze to parę groszy do przodu. „A po co?” – padła odpowiedź. Dodam, że koleżanka chwilowo bez pracy. No i nie wiedziałam, co jej na to rzec. 🙂

 

Zdarza Wam się, że kupujecie coś i dostajecie, chcąc-nie chcąc (a raczej nie chcąc), takie fantastyczne gratisy?

Wyślij ten wpis znajomym!